dzisiejszy wypad (planowane 200 km) nie moge zaliczyć do udanych...zrobione 136km ,z tego ponad połowa w silnym wietrze zamiatającym mną po całej drodze (i rowach ;P). 5 km przed Andrychowem, pokonując kolejny podjazd (kto wytyczał te drogi?!) zobaczyłem ścianę deszczu nadciągającą od strony Suchej Beskidzkiej. Szybki rzut okiem na mapę, zbijamy na Nidek i sprintem na Kęty. Później, przejeżdżając przez Jawiszowice dopadł mnie deszczyk...niesamowite wrażenie z jazdy na slickach w deszczu ograniczającym widoczność do 5-10 metrów...Po drodze zgubiłem mapę (nawet nie wiem kiedy) i docierając do Brzeszczyc musiałem pytać o drogę... patrol drogówki :D (w tym miejscu pozdro dla panów mundurowych za okazaną pomoc :) ). Spokojnym tempem dojechałem znów do Oświęcimia i okrążając "Ośrodek wypoczynkowy" wyjechałem na drogę w kierunku Chełmu Śląskiego. Następnie walka z wiatrem na długaśnej prostej i po niecałych sześciu godzinach byłem w domu.
p.s.
zdjęć brak - nie było nic wartego uwagi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz